Cudna msza na stulecie

Chorzowianin 2008-10-28
Przez sto lat w chórze Lutnia śpiewało ponad dwieście osób. W Polsce i za granicą. Z okazji stulecia istnienia w ubiegły weekend chór Lutnia dał dwa koncerty. W sobotę w kościele Ducha Św., a w niedzielę w Chorzowskim Centrum Kultury.
Cudna msza na stulecie
– Nie słyszę altów! Sporo nieczystości! Jeszcze raz całość! Usiądźmy na chwilę! Panowie! Śpiewamy! Wszyscy na mnie patrzą! Proszę nie przyspieszać! – te komendy pani dyrygent na jednej z ostatnich prób przed jubileuszowym koncertem do znudzenia muszą wysłuchiwać chórzyści. Najwięcej uwag zawsze przed koncertem, bo wszystko musi brzmieć idealnie. Do występu zostało kilka dni. Jest trema, bo to nie jest zwykły występ. Na jubileusz stulecia trzeba nauczyć się czegoś wyjątkowego. Stąd Msza G-dur Franciszka Schuberta.

– Po raz pierwszy wykonujemy ten utwór. Są w nim partie solowe, sopran, bas i tenor. To dość trudny utwór, ale jakoś podołamy. Niestety, jest duża trema. To jednak stulecie. Dlatego chciałabym, żeby koncert wypadł jak najlepiej – mówi Genowefa Stachowiak, prezes chóru Lutnia.

Dyrygentka ciska błyskawicami

Nad całością czuwa Jadwiga Maria Wandiger, dyrygent Lutni od czternastu lat. – Praca z amatorami jest bardzo ciężka. Trzeba przyznać, że tutaj każdy jest inny. Każdy ma swój punkt widzenia. Wszyscy troszeczkę są podenerwowani, bo zbliża się termin koncertu. A wybraliśmy bardzo ambitny program – zaznacza J.M. Wandiger.

Na koncercie nie ma czasu, by pokazać całe spektrum repertuaru. Jednym z utworów będzie „Pozegnanie”. – Nawiązuje on dawnego zespołu Lutnia – dodaje dyrygent.

Praca w chórze często zaskakuje. – Miałam takie momenty, że potrafiłam się rozpłakać, bo tak pięknie zaśpiewali, a innym razem znów miałam ochotę ciskać błyskawicami – uśmiecha się J. M. Wandiger.

Genowefa Stachowiak śpiewa w Lutni od 1959 roku. W obecnym składzie nie ma osoby dłuższej stażem. To już niemal połowa historii chóru. – Miłość do śpiewu wyniosłam z domu. Moi rodzice śpiewali przy każdej okazji. Z resztą wszystkie Śląskie rodziny moim zdaniem były zawsze rozśpiewane – mówi pani Genowefa.

Śpiewała w chórach w szkole podstawowej i średniej. Po szkole nie mogła przestać. Zawsze sopranem. – Ponoć to najłatwiejszy głos, bo to główna linia melodyczna, ale to tylko pozory – opowiada.

Jak przystało na chórzystkę, uwielbia klasykę. Nie potrafi wymienić jednego ulubionego kompozytora. – Walce Straussa są wspaniałe – rzuca po dłuższym zastanowieniu. Ulubionym utworem jaki śpiewa w chórze jest „Tęsknota za Śląskiem”. – To prosta melodia, ale przylgnęła do mojego serca – tłumaczy.

Koncerty w „dedeerze”


Chorzowscy chórzyści to przedstawiciele różnych zawodów. Sporo osób to emeryci, ale są też pracujący. Pół wieku temu to byli nie tylko górnicy i hutnicy. W chórze śpiewali pracownicy umysłowi i nauczyciele. Podobnie jest teraz. Prezeska chóru nim przeszła na emeryturę, pracowała w kadrach na kopalni. Potem była urzędniczką w ZUS-ie. – Pracę i śpiew da się pogodzić, jeśli ktoś jest pasjonatem. Na śpiew zawsze muszę znaleźć czas – stwierdza.
Paweł Kapica to najdłużej śpiewający mężczyzna w obecnym składzie. Pracuje w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. Wcześniej w Hucie Batory. Śpiewa basem. – To jest jak nałóg. Jeden woli siedzieć w kawiarni, drugi w domu przy komputerze, a my po prostu chodzimy na próby – tłumaczy.
W chórze jest od 1967 roku. Za młodu śpiewał na obozach harcerskich. Do przyjścia na próbę  Lutni zachęcił go wujek, chórzysta.

Jego najciekawsze przeżycia w chórze wiążą się z zagranicznymi występami. Szczególnie jak mówi, w „dedeerze”. – Na początku lat siedemdziesiątych trzykrotnie koncertowaliśmy w NRD. Podczas śpiewu jednego z utworów w Wittenberdze, zgasło światło. Orkiestra po kilku taktach przestała grać, ale my zaśpiewaliśmy do końca. Światło zapalono dopiero na trzy, cztery takty przed końcem pieśni. Kiedy światło się zapaliło, okazało się, że nasz dyrygent miał ręce założone, głowę spuszczoną i oczy zamknięte. Dopiero po chwili zorientował się, że jest już jasno – opowiada pan Paweł. W tym czasie chór Lutnia miał okazję występować w Dessau, na jednej z największych scen w Europie.

Więcej w tygodniku Chorzowianin. W środę w kioskach.
Paweł Mikołajczyk

Reklama:

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.