To był mecz na remis, ale... Ruch przegrał (wideo)
Chorzowianin 2011-08-12
|
Komentarzy: 0
- Śląsk nie zasłużył na zwycięstwo w Chorzowie - smucił się kapitan Ruchu Rafał Grodzicki. Po udanej kontrze w samej końcówce wrocławianie wywieźli trzy punkty z Cichej.

Łukasz Janoszka w walce o piłkę z Piotrem Celebanem ze Śląska | Fot. Paweł Mikołajczyk
Przed 13 dniami, w pierwszym meczu sezonu, los uśmiechnął się do chorzowian tuż przed ostatnim gwizdkiem (karny i wygrana 2:1 z Bełchatowem). Dziś, na kilka minut przed końcem, ten sam los sprawił "niebieskim" przykrą niespodziankę. Po jednej z nielicznych w całym spotkaniu akcji Śląsk Wrocław zdołał strzelić bramkę i wygrać w Chorzowie.
- To był mecz, którego obydwie drużyny chyba bardziej nie chciały przegrać, niż go wygrać. Był brzydki, dużo chaotycznych akcji, dużo kopania piłki. Mecz, w którym jedna akcja, jeden korner, jeden wolny mógł zadecydować o wyniku. Wszystko toczyło się w kierunku remisu, ale na koniec los się do nas uśmiechnął - słowa trenera gości Oresta Lenczyka trafnie oddają przebieg potyczki.
Waldemar Fornalik wiedział, że to będzie mecz, w którym jedna bramka pewnie zadecyduje o wyniku. - Było wzajemne pilnowanie, granie na swoich pozycjach. Śląsk nie chciał się odkryć i my również. Mówiłem zawodnikom w szatni, że kto strzeli bramkę, ten zwycięży. Decydujący cios zadał Śląsk i punkty jadą do wrocławian - przyznał trener Ruchu.
Ten cios zadał w 88. minucie Cristian Omar Diaz. Argentyńczyk w minionym tygodniu wywołał nie lada aferę, gdy w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" ośmielił się w dosadnych słowach skrytykować Lenczyka. Trener Śląska jednak się nie obraził, zabrał piłkarza do Chorzowa, wpuścił w II połowie i... Po tej decyzji może triumfować.
A sam gol? Zaczęło się od straty chorzowian w ataku. Śląsk wyprowadził kontrę, Sebastian Mila zagrał do Diaza, a ten uporał się z Rafałem Grodzickim. Zwiódł kapitana Ruchu, po czym przeniósł piłkę nad Matko Perdijiciem. - Był pojedynek jeden na jeden, nie mogłem faulować napastnika w polu karnym. "Zaciął" mnie do środka, zrobił zwód... Udało mu się mądrze podciąć piłkę nad Matko i zdobyli bramkę. Szkoda, bo moim zdaniem Śląsk nie zasłużył na wygraną w Chorzowie. Ruch był ciut lepszym zespołem - ubolewał Grodzicki.
Zobacz bramkę dla Śląska
Trener Fornalik zmienił taktykę w porównaniu z pierwszymi dwoma meczami sezonu. Zagrał piątką pomocników (do środka doszedł Andrej Komac) i tylko jednym napastnikiem (Piech). Na ławce usiadł Paweł Abbott, Maciej Jankowski w ogóle nie znalazł się w meczowej "18" (przemęczenie po meczu młodzieżówki w Danii), zaś kontuzjowanego Żeljko Djokicia zastąpił Piotr Stawarczyk.
Jaki przebieg miało spotkanie? "Niebiescy" rozpoczęli je obiecująco, od dwóch ofensywnych wypadów Igora Lewczuka, jednak później na boisku nie działo się zbyt wiele. Obie drużyny ożywiły się w ostatnim kwadransie I połowy. Śląsk w ciągu dwóch minut (36-37) stworzył dwie dogodne okazje. Po rzucie rożnym Mili piłka odbiła się od Marka Wasiluka i zmierzała pod poprzeczkę bramki Perdijicia. Golkiper Ruchu spisał się jednak znakomicie. Chwilę później byliśmy świadkami niemal identycznej interwencji Perdijicia - z tą różnicą, że bliski pokonania go był... Grodzicki. Kapitan Ruchu zbyt mocno odegrał futbolówkę w kierunku swojego golkipera i prawie go przelobował.
Czytaj także: Wrocławski patent na Ruch
Potem wreszcie ożywili się chorzowianie. Z wolnego strzelał Komac (piłka po rykoszecie nie sprawiła problemów bramkarzowi Śląska), a za moment świetną akcję przeprowadzili Gabor Straka z Marcinem Malinowskim. Słowak wyłożył piłkę "Malinie", tuż przed linię pola karnego, ale uderzenie było minimalnie niecelne. Jak się później okazało, była to najlepsza sytuacja Ruchu w całym meczu.
Kibice spodziewali się z pewnością ciekawszej drugiej odsłony. Osamotnionemu Piechowi ambicji odmówić nie sposób, ale odcięty od podań i pieczołowicie pilnowany przez silniejszych fizycznie obrońców wrocławian, niewiele mógł zdziałać. Dopiero na ostatnie 20 minut wszedł drugi napastnik - Abbott. Ale była to zmiana wymuszona. Pechowcem okazał się bowiem Paweł Lisowski - pojawił się na boisku za Komaca, by... po 11 minutach je opuścić (za niego wszedł właśnie Abbott). Powód? Kontuzja. - Lisowski miał wzmocnić drugą linię, musiałem jednak dokonać zmiany. Ma zerwaną torebkę stawową - tłumaczył Fornalik.
Dodajmy, że piłkarzy Ruchu dopingowały dziś szczypiornistki KPR Ruch, które przyszły na stadion prosto po zakończeniu drugiego piątkowego spotkania w Klubowym Pucharze Ślaska. Rewanż w wykonaniu piłkarzy na sobotnich meczach w hali MORiS - mile widziany.
3. kolejka T-Mobile Ekstraklasy
RUCH CHORZÓW - ŚLASK WROCŁAW 0:1 (0:0)
Bramka: Diaz (88).
Sędziował Marcin Borski (Warszawa). Widzów 5000.
Żółte kartki: Grodzicki, Malinowski, Komac, Janoszka - Madej, Wasiluk.
RUCH: Perdijić - Lewczuk, Grodzicki, Stawarczyk, Szyndrowski - Grzyb (63. Smektała), Malinowski, Straka, Komac (61. Lisowski, 72. Abbott), Janoszka - Piech.
ŚLĄSK: Kelemen - Celeban, Wasiluk, Pietrasiak, Spahić - Madej, Elsner, Cetnarski (85. Sobota), Mila, Ćwielong (46. Sztylka) - Voskamp (63. Diaz).
- To był mecz, którego obydwie drużyny chyba bardziej nie chciały przegrać, niż go wygrać. Był brzydki, dużo chaotycznych akcji, dużo kopania piłki. Mecz, w którym jedna akcja, jeden korner, jeden wolny mógł zadecydować o wyniku. Wszystko toczyło się w kierunku remisu, ale na koniec los się do nas uśmiechnął - słowa trenera gości Oresta Lenczyka trafnie oddają przebieg potyczki.
Waldemar Fornalik wiedział, że to będzie mecz, w którym jedna bramka pewnie zadecyduje o wyniku. - Było wzajemne pilnowanie, granie na swoich pozycjach. Śląsk nie chciał się odkryć i my również. Mówiłem zawodnikom w szatni, że kto strzeli bramkę, ten zwycięży. Decydujący cios zadał Śląsk i punkty jadą do wrocławian - przyznał trener Ruchu.
Ten cios zadał w 88. minucie Cristian Omar Diaz. Argentyńczyk w minionym tygodniu wywołał nie lada aferę, gdy w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" ośmielił się w dosadnych słowach skrytykować Lenczyka. Trener Śląska jednak się nie obraził, zabrał piłkarza do Chorzowa, wpuścił w II połowie i... Po tej decyzji może triumfować.
A sam gol? Zaczęło się od straty chorzowian w ataku. Śląsk wyprowadził kontrę, Sebastian Mila zagrał do Diaza, a ten uporał się z Rafałem Grodzickim. Zwiódł kapitana Ruchu, po czym przeniósł piłkę nad Matko Perdijiciem. - Był pojedynek jeden na jeden, nie mogłem faulować napastnika w polu karnym. "Zaciął" mnie do środka, zrobił zwód... Udało mu się mądrze podciąć piłkę nad Matko i zdobyli bramkę. Szkoda, bo moim zdaniem Śląsk nie zasłużył na wygraną w Chorzowie. Ruch był ciut lepszym zespołem - ubolewał Grodzicki.
Zobacz bramkę dla Śląska
Trener Fornalik zmienił taktykę w porównaniu z pierwszymi dwoma meczami sezonu. Zagrał piątką pomocników (do środka doszedł Andrej Komac) i tylko jednym napastnikiem (Piech). Na ławce usiadł Paweł Abbott, Maciej Jankowski w ogóle nie znalazł się w meczowej "18" (przemęczenie po meczu młodzieżówki w Danii), zaś kontuzjowanego Żeljko Djokicia zastąpił Piotr Stawarczyk.
Jaki przebieg miało spotkanie? "Niebiescy" rozpoczęli je obiecująco, od dwóch ofensywnych wypadów Igora Lewczuka, jednak później na boisku nie działo się zbyt wiele. Obie drużyny ożywiły się w ostatnim kwadransie I połowy. Śląsk w ciągu dwóch minut (36-37) stworzył dwie dogodne okazje. Po rzucie rożnym Mili piłka odbiła się od Marka Wasiluka i zmierzała pod poprzeczkę bramki Perdijicia. Golkiper Ruchu spisał się jednak znakomicie. Chwilę później byliśmy świadkami niemal identycznej interwencji Perdijicia - z tą różnicą, że bliski pokonania go był... Grodzicki. Kapitan Ruchu zbyt mocno odegrał futbolówkę w kierunku swojego golkipera i prawie go przelobował.
Czytaj także: Wrocławski patent na Ruch
Potem wreszcie ożywili się chorzowianie. Z wolnego strzelał Komac (piłka po rykoszecie nie sprawiła problemów bramkarzowi Śląska), a za moment świetną akcję przeprowadzili Gabor Straka z Marcinem Malinowskim. Słowak wyłożył piłkę "Malinie", tuż przed linię pola karnego, ale uderzenie było minimalnie niecelne. Jak się później okazało, była to najlepsza sytuacja Ruchu w całym meczu.
Kibice spodziewali się z pewnością ciekawszej drugiej odsłony. Osamotnionemu Piechowi ambicji odmówić nie sposób, ale odcięty od podań i pieczołowicie pilnowany przez silniejszych fizycznie obrońców wrocławian, niewiele mógł zdziałać. Dopiero na ostatnie 20 minut wszedł drugi napastnik - Abbott. Ale była to zmiana wymuszona. Pechowcem okazał się bowiem Paweł Lisowski - pojawił się na boisku za Komaca, by... po 11 minutach je opuścić (za niego wszedł właśnie Abbott). Powód? Kontuzja. - Lisowski miał wzmocnić drugą linię, musiałem jednak dokonać zmiany. Ma zerwaną torebkę stawową - tłumaczył Fornalik.
Dodajmy, że piłkarzy Ruchu dopingowały dziś szczypiornistki KPR Ruch, które przyszły na stadion prosto po zakończeniu drugiego piątkowego spotkania w Klubowym Pucharze Ślaska. Rewanż w wykonaniu piłkarzy na sobotnich meczach w hali MORiS - mile widziany.
3. kolejka T-Mobile Ekstraklasy
RUCH CHORZÓW - ŚLASK WROCŁAW 0:1 (0:0)
Bramka: Diaz (88).
Sędziował Marcin Borski (Warszawa). Widzów 5000.
Żółte kartki: Grodzicki, Malinowski, Komac, Janoszka - Madej, Wasiluk.
RUCH: Perdijić - Lewczuk, Grodzicki, Stawarczyk, Szyndrowski - Grzyb (63. Smektała), Malinowski, Straka, Komac (61. Lisowski, 72. Abbott), Janoszka - Piech.
ŚLĄSK: Kelemen - Celeban, Wasiluk, Pietrasiak, Spahić - Madej, Elsner, Cetnarski (85. Sobota), Mila, Ćwielong (46. Sztylka) - Voskamp (63. Diaz).
Michał Fabian
Reklama:
Dyskusja: