Dziewicze bramki
Chorzowianin 2010-08-15
|
Komentarzy: 1
Dziesięć minut. Tyle czasu wystarczyło, by Ruch ustalił wynik meczu z Wisłą Kraków. Niebiescy trafili do siatki dwa razy. Najpierw głową swoją pierwszą bramkę dla Ruchu strzelił Krzysztof Nykiel, a potem Gabor Straka pokonał obronę krakowian po świetnej, indywidualnej akcji.

Maciej Żurawski rzucił przed kamerą Canal Plus: „Jesteśmy bandą nieodpowiedzialnych ludzi”. Rozgoryczona gwiazda Wisły Kraków tak zareagowała na porażkę z Ruchem 0:2. Porażkę w pełni zasłużoną - dodajmy. To byli „niebiescy”, jakich zawsze chcielibyśmy oglądać!
Gdy dwa dni przed meczem z Wisłą Waldemar Fornalik powiedział: „Liczę, że od tego spotkania będziemy lepiej grać w piłkę”, nie wszyscy wierzyli w te słowa. Drużyna bowiem we wcześniejszych siedmiu potyczkach (sześć w Lidze Europejskiej i mecz z Lechią na inaugurację ligi) nie zachwycała. Jednak w niedzielny wieczór na Cichej znowu zobaczyliśmy ten Ruch, za którym tęskniliśmy.
Grający z zębem, z pełnym zaangażowaniem, rzucający się na przeciwnika. - To, co sobie założyliśmy, czyli nieustępliwość i twardą walkę, piłkarze przetransformowali na boisko. Efekt jest wspaniały - cieszył się Fornalik. Ruch stłamsił Wisłę, która w niczym nie przypominała kandydata do gry o tytuł. - Tak słabej Wisły dawno tu nie było - kibice Ruchu przecierali oczy ze zdziwienia.
Jeszcze większe zaskoczenie wzbudziły... nazwiska w rubryce strzelców. Gdyby ktoś postawił u bukmachera, że bramki dla Ruchu zdobędą Krzysztof Nykiel i Gabor Straka, to z pewnością nieźle by się obłowił. Obaj piłkarze - choć na Cichej nie są przecież od wczoraj - dotychczas słynęli raczej z akcji defensywnych. Po stronie strzelonych bramek widniało zero. Ale... tylko do niedzieli!
Nykiel trafił w kuriozalnych okolicznościach. Uderzył głową, piłka zatoczyła duży łuk, wydawało się, że bramkarz Mariusz Pawełek albo stojący na jednym ze słupków Junior Diaz zażegnają niebezpieczeństwo. Wiślacy jednak patrzyli na siebie, a futbolówka znalazła się w bramce. - Chciałem uderzyć w okolice długiego słupka, a że wpadło w „okienko”... Niech Pawełek się martwi - mówił obrońca Ruchu.
Później zaś kapitalną akcją popisał się Straka. Rozpoczął slalom, minął kilku rywali i uderzył w krótki róg, nie do obrony. Niektórzy porównywali ten rajd do... rajdów Diego Maradony. Słowak tylko skromnie się uśmiechnął. - Jestem zadowolony, ale było w tym trochę przypadku - mówił.
Dwie „dziewicze” bramki stawiają w trudnej sytuacji Macieja Sadloka, ostatniego ze starszych stażem piłkarzy Ruchu, który... nie ma na koncie bramki. - Rozmawialiśmy o tym przed meczem z Wisłą. Ja i Gabor już wylecieliśmy z tej listy, teraz czekamy na Maćka. Oby w następnym meczu - kontynuował Nykiel.
Ten zaś rozegrany zostanie w sobotę (21.08., godz. 14.45) w Bełchatowie. PGE GKS plasuje się na 6. miejscu (Ruch jest 3.) - pokonał Polonię Bytom 2:0 i uległ Jagiellonii Białystok 1:3. Od tego sezonu w GKS-ie występuje były kapitan „niebieskich” Grzegorz Baran. Ciekawe, jak wypadnie w konfrontacji ze Straką, Pulkowskim czy Malinowskim. - Nie zachłyśniemy się wygraną z Wisłą. Nie pojedziemy do Bełchatowa na tak zwanych cwaniaków. Dalej robimy swoje - zapewnił Krzysztof Nykiel.
Grzyb razy 250
Mecz z Wisłą był 250. spotkaniem Wojciecha Grzyba w Ekstraklasie. Piłkarz jest doskonale zorientowany w statystycznych niuansach. - Debiutowałem 8 sierpnia 1998 roku, też w barwach Ruchu, tyle że z Radzionkowa. Był to dla mniej najważniejszy dzień w życiu. Grałem tylko 20 minut, ulegliśmy na Bukowej GKS-owi Katowice 0:1, ale ktoś w „Sporcie” napisał, że z Grzyba będzie pożytek - śmiał się „Grzybek”, na którego dorobek złożyły się 72 mecze w Radzionkowie, 88 spotkań w barwach Odry Wodzisław i 90 w składzie „niebieskich”. - Nie łudźmy się, kolejnych 250 meczów nie będzie, ale chciałbym pograć jak najdłużej. Zdrowie mi dopisuje, kontuzje omijają - dodał piłkarz, który w grudniu skończy 36 lat.
Gdy dwa dni przed meczem z Wisłą Waldemar Fornalik powiedział: „Liczę, że od tego spotkania będziemy lepiej grać w piłkę”, nie wszyscy wierzyli w te słowa. Drużyna bowiem we wcześniejszych siedmiu potyczkach (sześć w Lidze Europejskiej i mecz z Lechią na inaugurację ligi) nie zachwycała. Jednak w niedzielny wieczór na Cichej znowu zobaczyliśmy ten Ruch, za którym tęskniliśmy.
Grający z zębem, z pełnym zaangażowaniem, rzucający się na przeciwnika. - To, co sobie założyliśmy, czyli nieustępliwość i twardą walkę, piłkarze przetransformowali na boisko. Efekt jest wspaniały - cieszył się Fornalik. Ruch stłamsił Wisłę, która w niczym nie przypominała kandydata do gry o tytuł. - Tak słabej Wisły dawno tu nie było - kibice Ruchu przecierali oczy ze zdziwienia.
Jeszcze większe zaskoczenie wzbudziły... nazwiska w rubryce strzelców. Gdyby ktoś postawił u bukmachera, że bramki dla Ruchu zdobędą Krzysztof Nykiel i Gabor Straka, to z pewnością nieźle by się obłowił. Obaj piłkarze - choć na Cichej nie są przecież od wczoraj - dotychczas słynęli raczej z akcji defensywnych. Po stronie strzelonych bramek widniało zero. Ale... tylko do niedzieli!
Nykiel trafił w kuriozalnych okolicznościach. Uderzył głową, piłka zatoczyła duży łuk, wydawało się, że bramkarz Mariusz Pawełek albo stojący na jednym ze słupków Junior Diaz zażegnają niebezpieczeństwo. Wiślacy jednak patrzyli na siebie, a futbolówka znalazła się w bramce. - Chciałem uderzyć w okolice długiego słupka, a że wpadło w „okienko”... Niech Pawełek się martwi - mówił obrońca Ruchu.
Później zaś kapitalną akcją popisał się Straka. Rozpoczął slalom, minął kilku rywali i uderzył w krótki róg, nie do obrony. Niektórzy porównywali ten rajd do... rajdów Diego Maradony. Słowak tylko skromnie się uśmiechnął. - Jestem zadowolony, ale było w tym trochę przypadku - mówił.
Dwie „dziewicze” bramki stawiają w trudnej sytuacji Macieja Sadloka, ostatniego ze starszych stażem piłkarzy Ruchu, który... nie ma na koncie bramki. - Rozmawialiśmy o tym przed meczem z Wisłą. Ja i Gabor już wylecieliśmy z tej listy, teraz czekamy na Maćka. Oby w następnym meczu - kontynuował Nykiel.
Ten zaś rozegrany zostanie w sobotę (21.08., godz. 14.45) w Bełchatowie. PGE GKS plasuje się na 6. miejscu (Ruch jest 3.) - pokonał Polonię Bytom 2:0 i uległ Jagiellonii Białystok 1:3. Od tego sezonu w GKS-ie występuje były kapitan „niebieskich” Grzegorz Baran. Ciekawe, jak wypadnie w konfrontacji ze Straką, Pulkowskim czy Malinowskim. - Nie zachłyśniemy się wygraną z Wisłą. Nie pojedziemy do Bełchatowa na tak zwanych cwaniaków. Dalej robimy swoje - zapewnił Krzysztof Nykiel.
Grzyb razy 250
Mecz z Wisłą był 250. spotkaniem Wojciecha Grzyba w Ekstraklasie. Piłkarz jest doskonale zorientowany w statystycznych niuansach. - Debiutowałem 8 sierpnia 1998 roku, też w barwach Ruchu, tyle że z Radzionkowa. Był to dla mniej najważniejszy dzień w życiu. Grałem tylko 20 minut, ulegliśmy na Bukowej GKS-owi Katowice 0:1, ale ktoś w „Sporcie” napisał, że z Grzyba będzie pożytek - śmiał się „Grzybek”, na którego dorobek złożyły się 72 mecze w Radzionkowie, 88 spotkań w barwach Odry Wodzisław i 90 w składzie „niebieskich”. - Nie łudźmy się, kolejnych 250 meczów nie będzie, ale chciałbym pograć jak najdłużej. Zdrowie mi dopisuje, kontuzje omijają - dodał piłkarz, który w grudniu skończy 36 lat.
(fab)
Reklama:
Dyskusja:
~
IP: 78.131.*.*
2010-08-16 22:43:13
supeRRRRR mecz.