Urodzinowa kompromitacja

Fot. Marcin Bulanda
Spotkanie z Pogonią odbywało się w 98. rocznicę założenia chorzowskiego klubu. Wszyscy życzyli sobie jednego prezentu: zwycięstwa, które poprawiłoby trudną od wielu miesięcy sytuację "Niebieskich", walczących o utrzymanie w Nice I Lidze.
Nie zabrakło urodzinowych akcentów. Ceny podstawowych biletów zostały obniżone z 25 zł na 20 zł (na cześć 1920 r., w którym powstał Ruch). Z kolei Stowarzyszenie Wielki Ruch pozyskało partnera, który za 1920 kibiców na stadionie ufunduje komplet strojów dla jednego rocznika Akademii Piłkarskiej. Na trybunach zasiadło ok. 5,5 tys. kibiców, co oznacza, że młodzi piłkarze otrzymają dwa komplety.
A w strefie VIP-owskiej podano taki oto urodzinowy tort.
Fot. Patryk Mataniak
W podstawowej jedenastce Ruchu doszło do dwóch zmian. Marcin Kowalczyk po pauzie za kartki zastąpił Bojana Markovicia (tworząc duet stoperów z 18-letnim Bartłomiejem Kulejewskim). Natomiast Miłosz Przybecki, który wyleczył kontuzję mięśnia dwugłowego, zajął miejsce Kamila Słomy.
Od pierwszych minut przeważali piłkarze z Siedlec. Grali odważnie do przodu (w przeciwieństwie np. do goszczącej niedawno na Cichej Olimpii Grudziądz) i starali się zagrozić bramce strzeżonej przez Libora Hrdlickę.
W 12. minucie fani Ruchu z wielkim niepokojem obserwowali to, co dzieje się na murawie. Adrian Paluchowski pędził samotnie prawym skrzydłem. Zszedł do środka, znalazł się przed Hrdlicką i na szczęście dla "Niebieskich" nie trafił w światło bramki.
Jeśli ktoś czekał na odpowiedź chorzowian, to niestety się nie doczekał. Ruch nie potrafił stworzyć zagrożenia, mnożyły się straty i niedokładne zagrania. Fani z Cichej zaczęli kwitować "popisy" swoich piłkarzy gwizdami.
Pogoń zaś miała jeszcze jedną niezłą okazję. Po dośrodkowaniu z prawej strony do piłki wyskoczył Paluchowski, jednak przeniósł ją nad poprzeczką. - Chorzów grać… - krzyknęli zirytowani kibice, gdy sędzia zakończył słabą w wykonaniu gospodarzy pierwszą odsłonę.
Dariusz Fornalak dokonał w przerwie dwóch zmian - obu w drugiej linii. Kamil Słoma zastąpił Miłosza Przybeckiego, zaś Miłosz Trojak Mateusza Bogusza. Nie minęło 60 sekund od wznowienia gry, a Trojak miał już na koncie żółtą kartkę za ostry faul.
Później zaś na Cichej wydarzyło się coś, czego najstarsi kibice nie pamiętają.
Zaczęło się od indywidualnej akcji Przemysława Płachety, który wrecz ośmieszył Marcina Kowalczyka, a następnie pokonał Hrdlickę.
Kilka minut później Kulejewski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Dominika Kuna. Sędzia podyktował rzut karny i wyrzucił obrońcę z Chorzowa z boiska. Jedenastkę na gola zamienił Grzegorz Tomasiewicz.
Worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Goście "rozklepali" obronę Ruchu, Kun podał do Paluchowskiego, który tylko dołożył nogę.
W tym momencie niektórzy kibice zaczęli wychodzić ze stadionu. Na trybunach zaś królowały szydercze okrzyki: "Ole!" (po serii zagrań piłkarzy Pogoni) i "Jeszcze jeden". Podopieczni Dariusza Banasika wpisali się w ten scenariusz.
Za moment padły gole numer: cztery (Płacheta na raty pokonał Hrdlickę), pięć (strzał z dystansu obrońcy Radosława Ratajczaka) i sześć (główka Kuna po dośrodkowaniu Zygmunta Gordona).
"I jeszcze jeden, i jeszcze raz, sto lat, sto lat, niech żyją nam" - śpiewali ironicznie fani Ruchu.
Porażka 0:6 to jedna z największych klęsk w 98-letniej historii Ruchu. Najwyższa w historii "Niebieskich" na stadionie przy Cichej. Po takiej kompromitacji ciężko będzie chorzowianom podnieść się w walce o utrzymanie. Oby po wyjątkowo nieudanych urodzinach nie przyszło nam wkrótce oglądać stypy…
Powiedzieli po meczu
Dariusz Banasik (trener Pogoni): - Byliśmy dziś zdecydowanie lepsi, zasłużenie wygraliśmy, trzeba podziękować zawodnikom, że zagrali tak dobry mecz. Już do przerwy mogliśmy coś strzelić. Druga połowa to koncert i najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Wszystko bardzo dobrze funkcjonowało. Współczuję gospodarzom, bo wiem, w jak trudnej są sytuacji i przegrać nie jest miło, ale może lepiej przegrać jeden raz 0:6, niż sześć razy po 0:1.
Dariusz Fornalak (trener Ruchu): - Ważny dzień w historii Ruchu Chorzów. Jubileusz. Szkoda, że bez naszego udziału. W dzisiejszym spotkaniu grała tylko jedna drużyna, nasza na ten mecz nie dojechała. Ani nie graliśmy, ani nie biegaliśmy, a dodatkowo w trudnym momencie straciliśmy głowy. Straciliśmy sześć goli, a mogliśmy stracić ich więcej. Ale za trzy dni jest kolejne spotkanie. Gdybyśmy dziś rzucili ręcznik, to nie musielibyśmy jechać do Olsztyna. My ręcznika nie rzucimy. Pojedziemy do Olsztyna i będziemy chcieli zmazać tę plamę, tę kompromitację.
To jest piłka, też przegrywałem, może nieczęsto w takich rozmiarach. Trzeba szanować ludzi, którzy przyszli, zapłacili za bilety i zobaczyli to żenujące spotkanie. Musimy przeprosić, pochylić głowy. Po pierwszej części gry w szatni widziałem, że to dar niebios, że nie przegrywamy. Gdybym mógł zrobić więcej zmian, to byłoby ich osiem, dziewięć. W drugiej połowie od pierwszego gwizdka zaczęliśmy grać chaotycznie. A w zasadzie nie grać, tylko kopać piłkę.
Gdybym miał ocenić na gorąco, to było tak, jakby spotkała się grupa ludzi, którzy po raz pierwszy się spotkali i nie wiedzą, o co chodzi w tej dyscyplinie. A tak nie jest. Mam nadzieję, że drużyna z kolan powstanie.
27. kolejka Nice I Ligi
Ruch Chorzów - Pogoń Siedlce 0:6 (0:0)
Bramki: Płacheta dwie (51, 69), Tomasiewicz (60. karny), Paluchowski (66), Ratajczak (76), Kun (86).
Żółte kartki: Villafane, Majewski, Trojak, Kowalski - Chyła, Płacheta. Czerwona kartka: Kulejewski (59. za faul).
Sędziował Mateusz Złotnicki (Lublin). Widzów 5551.
Ruch: Hrdlicka - Villafane, Kulejewski, Kowalczyk, Hołownia - Kowalski, Bogusz (46. Trojak), Urbańczyk, Wojciechowski (61. Balicki), Przybecki (46. Słoma) - Majewski.
Pogoń: Frąckowiak - Gordon, Wichtowski, Żytko, Ratajczak - Kun, Chyła (75. Polkowski), Karwot, Tomasiewicz, Płacheta (71. Szrek) - Paluchowski (67. Rybski).
Reklama:
Dyskusja: