Szybkie 2:0, ale na koniec musieli się cieszyć z remisu

Artur Balicki główkuje i... za moment piłka znajdzie się w bramce gości. Tak padł gol na 1:0 | Fot. Marcin Bulanda
Kompromitująca porażka 1:5 w Łęcznej nie spowodowała lawiny zmian w składzie Ruchu. Była raptem jedna: za Bartłomieja Kulejewskiego (w ostatnim spotkaniu zobaczył dwie żółte kartki i osłabił zespół) w wyjściowej "11" znalazł się Dominik Małkowski. Kamil Lech popełnił dwa błędy, które skutkowały utratą dwóch goli w Łęcznej, ale Dariusz Fornalak nie zdecydował się zastąpić do 17-letnim Jakubem Bieleckim.
Do zmiany doszło za to na stanowisku spikera. Mecze Ruchu w ostatnim czasie komentowali Jakub Kurzela lub Tomasz Ferens, ale w piątkowy wieczór za mikrofonem zasiadł wyjątkowo Andrzej Sługocki, na co dzień spiker Piasta Gliwice, który prowadził także - w roli spikera-konferansjera - mecze reprezentacji Polski.
Pierwsi zaatakowali goście. Po centrze główkował stoper Damian Michalski, a na dalszym słupku akcję próbował zamknąć Paweł Czajkowski. Na szczęście dla chorzowian nie sięgnął piłki. Później Mateusz Szymorek uderzył z dystansu, ale Lech spisał się bez zarzutu.
Za to już pierwsza akcja Ruchu zakończyła się golem. Z rzut rożnego dośrodkował Tomasz Podgórski, do główki wyskoczył Artur Balicki i strzelił w środek bramki. Koszmarny błąd popełnił golkiper Bełchatowa Paweł Lenarcik, który przepuścił piłkę między nogami.
O ile ten gol był trochę przypadkowy, o tyle drugie trafienie dla "Niebieskich" należało do kategorii "stadiony świata". Mateusz Bogusz, znajdujący się z prawej strony pola karnego, przepięknie przymierzył w przeciwległy róg.
Goście mieli doskonałą okazję do zmniejszenia straty w 39. minucie. Błyskawiczną kontrę wyprowadził Senegalczyk Emile Thiakane. Mógł uderzać z lewej strony, ale zagrał do środka, do niepilnowanego Bartosza Biela. Ten jednak w fatalnym stylu przestrzelił.
GKS poprawił się tuż przed przerwą. Kapitan bełchatowian Bartłomiej Bartosiak ograł Mateusza Bartolewskiego i dokładnie dośrodkował z prawej strony, a Biel głową wpakował piłkę do siatki. Sędzia już nie wznawiał gry, tylko odesłał zawodników do szatni.
Po wznowieniu gry podopieczni Artura Derbina kontynuowali natarcie, chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu. Thiakane zagrał wzdłuż bramki, ale Biel nieczysto trafił w piłkę. Za moment kolejna centra z lewej strony, główka Bartosiaka i… wielkie "uff" na trybunach. Futbolówka przeleciała obok słupka.
W 61. minucie Małkowski zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Sędzia nie tylko podyktował "jedenastkę" dla GKS-u, ale także pokazał drugą żółtą kartkę stoperowi chorzowian.
W arcytrudnej sytuacji świetnie poradził sobie Lech, który obronił strzał z 11 m Bartosiaka. - Kamil Lech, Kamil Lech! - skandowali kibice na cześć bramkarza, do którego na początku sezonu mieli tak wiele pretensji.
Niestety Ruch nie zdołał utrzymać prowadzenia. Grający w przewadze goście cierpliwie konstruowali atak. Piłka powędrowała na prawą stronę, dogrywał Mikołaj Grzelak, a Biel z bliska wepchnął piłkę do siatki. To był drugi w tym meczu gol pomocnika bełchatowian.
"Niebiescy" gaśli w oczach. Przyjezdni mieli kilka doskonałych okazji do zdobycia trzeciej bramki. Biel w sytuacji sam na sam mógł skompletować hat-tricka, ale przegrał pojedynek z Lechem. Później zaś bramkarz chorzowian w świetnym stylu obronił strzał Thiakane. Senegalczyk spróbował raz jeszcze, w doliczonym czasie gry, ale nieznacznie chybił.
Ruch świetnie wszedł w mecz, ale w ostatecznym rozrachunku musi być zadowolony z punktu. Goście mieli bowiem zdecydowanie więcej okazji do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść.
W następnej kolejce - środa, 22 sierpnia, godz. 18 - podopieczni Dariusza Fornalaka zagrają w Grudziądzu z Olimpią (która dziś rozgromiła Skrę Częstochowa 4:0). Natomiast w niedzielę, 26 sierpnia (godz. 18) podejmą inną Olimpię - z Elbląga.
Powiedzieli po meczu
Artur Derbin (trener GKS-u): - Niedosyt, niedosyt i jeszcze raz niedosyt. Niewykorzystane szanse i 20 minut, gdzie zgubiliśmy koncentrację. Chcę się skupić na tym, co wydarzyło się tuż przed zejściem do szatni jak i w II części. Ogromny szacunek dla całej drużyny. Niesamowicie haratali, żeby ten mecz wyciągnąć z 2:0, a potem dążyli do tego, by wygrać. To się nie powiodło, ale to nas zbudowało. Ogromnie dziękuję chłopakom.
Dariusz Fornalak (trener Ruchu): - O zwycięstwie lub porażce decydują szczegóły. Dziś była nim ostatnia sekunda I części gry, indywidualne błędy, które doprowadziły do tego, że daliśmy przeciwnikowi tlen. Graliśmy z najlepszym przeciwnikiem do tej pory. Mimo to potrafiliśmy w dużej części I połowy zdominować ten zespół, lecz niestety bramka kontaktowa spowodowała, że straciliśmy pewność siebie. Miało to konsekwencje w II części gry, gdzie chcieliśmy tylko przetrwać, a tak się nie da. Wyszarpaliśmy ten jeden punkt i musimy go szanować, bo był on szczęśliwy.
Powiedziałem w szatni, że każdy zawodnik ma zadanie do wykonania. Rolą bramkarza jest bronić tak jak Kamil bronił w II połowie. Oczywiście nie ustrzegł się błędów, ale cieszę się, że psychicznie wytrzymał to spotkanie.
Cały czas mówimy o braku doświadczenia. Jeden z drugim uczą się cały czas. Mamy przykład z poprzedniego meczu, dwie żółte kartki Kulejewskiego wynikające ze złego ustawienia. Dziś taki błąd popełnił Bartolewski przed stratą pierwszej bramki. Ale cieszymy się, że ci młodzi chcą się uczyć i oddają serce.
5. kolejka II ligi
Ruch Chorzów - GKS Bełchatów 2:2 (2:1)
Bramki: Balicki (13), Bogusz (19) - Biel dwie (45, 73).
Żółte kartki: Małkowski, Kowalski - Szymorek, Michalski, Grzelak. Czerwona: Małkowski (61. za dwie żółte).
Sędziował Maciej Pelka (Piła). Widzów 4033.
Ruch: Lech - Komarnicki, Obst, Małkowski, Bartolewski - Kowalski (77. Nowakowski), Walski (88. Sikora), Urbańczyk, Bogusz (77. Kędziora), Podgórski - Balicki (64. Kulejewski).
Bełchatów: Lenarcik - Grzelak, Grolik, Michalski, Szymorek - Biel (90+1. Tylec), Ryszka, Czajkowski, Mularczyk (90+1. Setla), Thiakane - Bartosiak.
Reklama:
Dyskusja: