Atmosfera jak w Ekstraklasie. Widzew wygrał mecz przyjaźni

Mateusz Bogusz osaczony przez kilku graczy Widzewa | Fot. Marcin Bulanda
Takich tłumów dawno na Cichej nie widziano. Po raz ostatni, gdy do Chorzowa przyjeżdżały czołowe kluby Ekstraklasy. Na drugoligowym meczu przyjaźni Ruch - Widzew Łódź stadion zapełnił się do ostatniego miejsca. Na trybunach zasiadł komplet 9300 kibiców, w tym spora grupa fanów z Łodzi, zaś wśród VIP-ów m.in. były selekcjoner reprezentacji i piłkarz Ruchu Antoni Piechniczek.
W porównaniu z ostatnim meczem - z Resovią (5:1) - Dariusz Fornalak dokonał dwóch zmian w wyjściowej „11”. Obie były wymuszone kontuzjami. Mateusza Bartolewskiego (w tym roku już go nie zobaczymy na boisku) zastąpił debiutujący w Ruchu Ukrainiec Pawło Miahkow, zaś w ataku zamiast Piotra Giela zagrał Artur Balicki.
Przed meczem z Widzewem uhonorowany został Eugeniusz Lerch. Były napastnik „Niebieskich”, mistrz Polski z 1960 r., otrzymał Odznakę Honorową za Zasługi dla Województwa Śląskiego.
Piłkarze wyszli na boisko przy dźwiękach dawnego hymnu „Niebieskich” (powstałego w 1949 r.), rozpoczynającego się od słów: „Nas jedenastu, a Was tysiące”. Był to hołd (obok tradycyjnej minuty ciszy) dla Augustyna Bujaka, dwukrotnego mistrza Polski, który zmarł 5 października, w wieku 85 lat.
Na trybunach od pierwszego gwizdka panowała fiesta, a na boisku do roboty zabrali się łodzianie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Daniel Mąka dośrodkował z prawej strony. Stoperzy Ruchu odpuścili krycie, a kompletnie niepilnowany Marek Zuziak nie dał szans Kamilowi Lechowi. Była trzecia minuta.
Za moment widzewiacy poszli za ciosem. Tym razem Konrad Gutowski miał sporo swobody. Pomocnik lidera II ligi oddał mocny strzał zza linii pola karnego, w długi róg bramki „Niebieskich”. Lech ponownie wyciągał piłkę z siatki.
Dwa szybko strzelone gole dały łodzianom komfort. Zespół Radosława Mroczkowskiego kontrolował mecz, a chorzowianie niewiele byli w stanie zdziałać. Poza niecelnym strzałem Roberta Obsta nie stworzyli w I połowie zagrożenia pod bramką Patryka Wolańskiego. A na przerwę schodzili przy wyniku 0:3, bo w doliczonym czasie gry trafił jeszcze Daniel Świderski, pozostawiony bez krycia po rzucie rożnym.
W przerwie Dariusz Fornalak dokonał aż trzech zmian, dziękując Dominikowi Małkowskiemu, Bartłomiejowi Wdowikowi i Balickiemu. Na boisko weszli Maciej Urbańczyk, Jakub Kowalski i Wojciech Kędziora.
Pierwszy celny strzał chorzowianie oddali dopiero w 58. minucie. Mateusz Bogusz znany jest z tego, że potrafi przymierzyć z dystansu. Tym razem jednak strzelał w środek bramki, czym nie mógł sprawić problemu Wolańskiemu.
„Niebieskich” wyręczył w końcu zawodnik Widzewa. Naciskany przez Pawła Mandrysza obrońca Marcin Kozłowski wpakował piłkę do własnej bramki. Tak padł gol honorowy dla Ruchu. Były jeszcze okazje na kolejne trafienia (strzał Duriski obronił Wolański, później zaś Kędziora minął już bramkarza, lecz z ostrego kąta uderzył niecelnie).
Po piątej porażce w sezonie chorzowianie mają coraz mniejszą przewagę nad pierwszym zespołem ze strefy spadkowej - wynosi ona zaledwie dwa punkty. W środę (24.10.), w meczu zaległym, zagrają w Toruniu z Elaną (początek o godz. 15.00). Natomiast w przyszłą sobotę (27.10., godz. 13.00) w Stargardzie z Błękitnymi.
Powiedzieli po meczu
Radosław Mroczkowski (trener Widzewa): - Na pewno to, co było na trybunach, było ekstraklasowe. Duży szacunek dla kibiców. Spodziewaliśmy się trudnego meczu. Widzew zagrał skutecznie w I połowie. To był klucz do zwycięstwa. Cieszę się z punktów, z tego, że te bramki nie były z przypadku. Ta pierwsza część była chyba najlepszą, jaką rozegraliśmy do tej pory.
Ruch ma bardzo fajny zespół, z potencjałem, przed nim dużo przyszłości. Jestem pewny, że jeszcze się o tym przekonamy.
Dariusz Fornalak (trener Ruchu): - Widzew był drużyną lepszą. Nie można rozpoczynać spotkania z Widzewem od 0:1. My zaczęliśmy od 0:2. To nas przerosło. Nie mogliśmy w żaden sposób uporządkować gry. Jakość była po stronie przeciwnika. Mecz zakończyła bramka trzecia, stracona tuż przed przerwą. Niełatwo się wychodzi na II połowę przy stanie 0:3. Muszę podziękować zespołowi, że nie przestraszyli się, nie zwariowali, strzeliliśmy bramkę, byliśmy w II połowie równorzędnym przeciwnikiem dla Widzewa.
Być może niektórych zawodników ranga przerosła, a decyzje personalne - tak jak przed poprzednim spotkaniem okazały się trafione - tym razem nie były dobre. Byliśmy zbyt słabi, by to spotkanie nawet zremisować.
15. kolejka II ligi
Ruch Chorzów - Widzew Łódź 1:3 (0:3)
Bramki: Kozłowski (72. samobójcza) - Zuziak (3), Gutowski (9), Świderski (45+1).
Żółte kartki: Kozłowski, Zuziak.
Sędziował Piotr Idzik (Poznań). Widzów 9300.
Ruch: Lech - Duriska, Kulejewski, Małkowski (46. Urbańczyk), Miahkow - Mandrysz, Obst, Bogusz, Podgórski, Wdowik (46. Kowalski) - Balicki (46. Kędziora).
Widzew: Wolański - Kozłowski, Sylwestrzak, Zieleniecki, Wełna - Zuziak (70. Kamiński), Kazimierowicz, Gibas, Gutowski (88. Pięczek) - Świderski (77. Banaszak), Mąka (83. Michalski).
Reklama:
Dyskusja: