Mundial w wersji mini
Chorzowianin 2010-12-29
|
Komentarzy: 0
Niemal 40 mężczyzn przyszło do hali MORiS pograć w piłkę nożną. W ten sposób świętowali jubileusz XXV edycji Curie-Mundialu. Turnieju pokochanego przez uczniów i absolwentów IV LO.

Od 25 lat grają w piłkę dwóch na dwóch. Spotkali się w MORiS-ie | fot. Paweł Mikołajczyk
Lata 70. i 80. XX wieku to czasy świetności polskiej piłki nożnej. W roku 1986 reprezentacja naszego kraju po raz czwarty z rzędu gra w mundialu. Hiszpańskojęzyczna nazwa mistrzostw świata zapada kibicom w pamięć. Nazwiska piłkarzy pojawiają się w składach podwórkowych drużyn. Piłka inspiruje, jest czymś więcej niż sportem. Właśnie wtedy Wojciech Dobrowolski i Krystian Kazimierczuk, uczniowie drugiej klasy IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie wymyślają swój własny turniej. Mały mundial. Curie-Mundial. - Postanowiliśmy zrobić coś innego. Coś, co by się różniło, było widowiskowe i atrakcyjne zarówno dla uczestników turnieju i kibiców. Zależało nam na specjalnej oprawie. Pojawiły się plakaty, upominki – wspomina W. Dobrowolski. - 25 lat temu świat wyglądał trochę inaczej. Udało się nam jednak zorganizować turniej piłkarski, przekonać do niego odważnych ludzi. Inicjatywa zyskała wielu przyjaciół. Byli nawet dobroczyńcy, dziś zwani sponsorami – uśmiecha się K. Kazimierczuk. - Swojego pierwszego meczu nie pamiętam, tak byłem, jako organizator, zestresowany. Pomysł okazał się jednak na tyle ciekawy, że w tej siermiężnej rzeczywistości lat 80. chciało się w to bawić – dodaje.
Zasady Curie-Mundialu są proste, dostosowane do warunków szkolnej, niewielkiej sali gimnastycznej. W sportowej rywalizacji uczestniczą drużyny dwuosobowe, złożone z uczniów, nauczycieli i jak pokazał czas z absolwentów IV LO. Nie ma autów, bramki udają materace. Drużyny dzielą się na grupy. Najlepsi spotykają się w finale. Mecz trwa sześć minut. - Wydaje się, że to krótko. Chociaż jeśli gra się non stop, wykonuje się dziesiątki sprintów, to minuty wydają się być godzinami – mówi Krystian Barczyk, nauczyciel wychowania fizycznego w IV LO, jeden ze wspomnianych odważnych ludzi. - Głowna idea turnieju, to spotkanie uczniów, absolwentów i nauczycieli. Integracja całej społeczności szkolnej. Za to jestem wdzięczny pomysłodawcom. Ja tylko pilotowałem Curie-Mundial, nadawałem mu jakieś ramy – dodaje.
Turniej miał być atrakcyjny również pod względem nagród. A w latach 80. raczej się nie przelewało. - Staraliśmy się o to, aby jak największa liczba uczestników dostała upominki – mówi W. Dobrowolski. - Pierwszym oficjalnym sponsorem była firma PBP Orbis, w której pracowała moja mama.
Organizatorzy pomyśleli o pucharze. Miał on podnieść prestiż imprezy. W tamtych czasach zdobycie takiej nagrody nie było zadaniem łatwym. Wojciech Dobrowolski, z pieniędzmi uzbieranymi ze składek uczestników turnieju i wsparciu koła turystycznego, pojechał za pucharem aż do Warszawy. Kupił go w Centralnej Składnicy Harcerskiej. Odtąd od II Curie-Mundialu zwycięzcy otrzymują pamiątkowy, przechodni puchar. - Chłopcy ustalili, że po trzech zwycięstwach z rzędu puchar przechodzi na własność – mówi K. Barczyk. - Curie-Mundial ma swoją renomę. Dyrektorzy liceum przyznawali i przyznają fundusze na nagrody. Od kilkunastu lat zwycięzcy otrzymują pamiątkowe puchary. Dla uczestników jubileuszowej XXV edycji przygotowaliśmy pamiątkowe publikacje i koszulki – dodaje.
Po 25 latach trudno zliczyć wszystkich uczestników tej sportowej zabawy. - Sporo tych uczniów i absolwentów się przewinęło. Ponad 1500 nazwisk, chociaż niektóre się powtarzały – przyznaje K. Barczyk. Na jubileuszową imprezę przyszli starsi i młodsi uczestnicy turnieju. 28 grudnia w hali MORiS był czas na grę i wspomnienia. Swoje piłkarskie występy dobrze pamięta Roman Herrmann, dyrektor IV LO. - Podczas pierwszego udziału w Curie-Mundialu grałem w parze z Przemysławem Fabjańskim. Byliśmy młodymi nauczycielami i tworzyliśmy nieco egzotyczny duet – uśmiecha się dyrektor. - Dobrze wspominam smak zwycięstwa, kiedy grałem w parze z Krystianem Barczykiem. Moim największym życiowym sukcesem w Curie-Mundialu jest jednak sparing, w którym wraz z Krystianem Barczykiem, zmierzyliśmy się z Henrykiem Wieczorkiem i Jackiem Bednarzem. Był to X Curie-Mundial, a my wywalczyliśmy remis.
Grzegorz Zarzycki, polonista w IV LO i AZSO, właśnie schodzi z parkietu. Może być dumny, strzelił jedynego gola. - Czuję się świetnie, psychicznie jak Messi, a fizycznie zawsze dobrze – śmieje się. - Curie-Mundial wygrałem dwa razy. Dla mnie to smak młodości i wspomnienia. Świetny pomysł, dobrze, że w nim uczestniczę. Wiele nauczyłem się od mojego boiskowego partnera Krystiana Barczyka. Mimo, że jestem polonistą a nie wuefistą. Może najlepszym piłkarzem wśród polonistów i odwrotnie.
Pomysłodawcy Curie-Munidalu nie ukrywają, że nie spodziewali takiej żywotności turnieju. - Okazało się, że Krystian Barczyk był na tyle zdeterminowany, by to kontynuować. On uczył nas czegoś więcej niż wychowania fizycznego. Zawsze mówił o kulturze fizycznej i to w nas zostało zaszczepione. Ten turniej to jego sukces pedagogiczny – przyznaje K. Kazimierczuk. - Spotkanie z okazji dwudziestej piątej rocznicy uświadomiło mi, że ten turniej przetrwał już tyle lat. Cieszę się, że przetrwał w świetności i dalej jest atrakcyjną zabawą – dodaje W. Dobrowolski.
Zasady Curie-Mundialu są proste, dostosowane do warunków szkolnej, niewielkiej sali gimnastycznej. W sportowej rywalizacji uczestniczą drużyny dwuosobowe, złożone z uczniów, nauczycieli i jak pokazał czas z absolwentów IV LO. Nie ma autów, bramki udają materace. Drużyny dzielą się na grupy. Najlepsi spotykają się w finale. Mecz trwa sześć minut. - Wydaje się, że to krótko. Chociaż jeśli gra się non stop, wykonuje się dziesiątki sprintów, to minuty wydają się być godzinami – mówi Krystian Barczyk, nauczyciel wychowania fizycznego w IV LO, jeden ze wspomnianych odważnych ludzi. - Głowna idea turnieju, to spotkanie uczniów, absolwentów i nauczycieli. Integracja całej społeczności szkolnej. Za to jestem wdzięczny pomysłodawcom. Ja tylko pilotowałem Curie-Mundial, nadawałem mu jakieś ramy – dodaje.
Turniej miał być atrakcyjny również pod względem nagród. A w latach 80. raczej się nie przelewało. - Staraliśmy się o to, aby jak największa liczba uczestników dostała upominki – mówi W. Dobrowolski. - Pierwszym oficjalnym sponsorem była firma PBP Orbis, w której pracowała moja mama.
Organizatorzy pomyśleli o pucharze. Miał on podnieść prestiż imprezy. W tamtych czasach zdobycie takiej nagrody nie było zadaniem łatwym. Wojciech Dobrowolski, z pieniędzmi uzbieranymi ze składek uczestników turnieju i wsparciu koła turystycznego, pojechał za pucharem aż do Warszawy. Kupił go w Centralnej Składnicy Harcerskiej. Odtąd od II Curie-Mundialu zwycięzcy otrzymują pamiątkowy, przechodni puchar. - Chłopcy ustalili, że po trzech zwycięstwach z rzędu puchar przechodzi na własność – mówi K. Barczyk. - Curie-Mundial ma swoją renomę. Dyrektorzy liceum przyznawali i przyznają fundusze na nagrody. Od kilkunastu lat zwycięzcy otrzymują pamiątkowe puchary. Dla uczestników jubileuszowej XXV edycji przygotowaliśmy pamiątkowe publikacje i koszulki – dodaje.
Po 25 latach trudno zliczyć wszystkich uczestników tej sportowej zabawy. - Sporo tych uczniów i absolwentów się przewinęło. Ponad 1500 nazwisk, chociaż niektóre się powtarzały – przyznaje K. Barczyk. Na jubileuszową imprezę przyszli starsi i młodsi uczestnicy turnieju. 28 grudnia w hali MORiS był czas na grę i wspomnienia. Swoje piłkarskie występy dobrze pamięta Roman Herrmann, dyrektor IV LO. - Podczas pierwszego udziału w Curie-Mundialu grałem w parze z Przemysławem Fabjańskim. Byliśmy młodymi nauczycielami i tworzyliśmy nieco egzotyczny duet – uśmiecha się dyrektor. - Dobrze wspominam smak zwycięstwa, kiedy grałem w parze z Krystianem Barczykiem. Moim największym życiowym sukcesem w Curie-Mundialu jest jednak sparing, w którym wraz z Krystianem Barczykiem, zmierzyliśmy się z Henrykiem Wieczorkiem i Jackiem Bednarzem. Był to X Curie-Mundial, a my wywalczyliśmy remis.
Grzegorz Zarzycki, polonista w IV LO i AZSO, właśnie schodzi z parkietu. Może być dumny, strzelił jedynego gola. - Czuję się świetnie, psychicznie jak Messi, a fizycznie zawsze dobrze – śmieje się. - Curie-Mundial wygrałem dwa razy. Dla mnie to smak młodości i wspomnienia. Świetny pomysł, dobrze, że w nim uczestniczę. Wiele nauczyłem się od mojego boiskowego partnera Krystiana Barczyka. Mimo, że jestem polonistą a nie wuefistą. Może najlepszym piłkarzem wśród polonistów i odwrotnie.
Pomysłodawcy Curie-Munidalu nie ukrywają, że nie spodziewali takiej żywotności turnieju. - Okazało się, że Krystian Barczyk był na tyle zdeterminowany, by to kontynuować. On uczył nas czegoś więcej niż wychowania fizycznego. Zawsze mówił o kulturze fizycznej i to w nas zostało zaszczepione. Ten turniej to jego sukces pedagogiczny – przyznaje K. Kazimierczuk. - Spotkanie z okazji dwudziestej piątej rocznicy uświadomiło mi, że ten turniej przetrwał już tyle lat. Cieszę się, że przetrwał w świetności i dalej jest atrakcyjną zabawą – dodaje W. Dobrowolski.
Wojciech Zawadzki
Reklama:
Dyskusja: