Przeżyłem ważny dzień w życiu
Chorzowianin 2011-04-13
|
Komentarzy: 0
Sławomir Witkowski wspólnie z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej uczestniczył w obchodach rocznicy tragedii w Smoleńsku.

Anna Komorowska składa kwiaty na lotnisku w Smoleńsku | foto: Sławomir Witkowski
- Przeżyłem bardzo ważny dzień w moim życiu. Byłem w miejscach ważnych dla historii Polski. Wykarczowany katyński las robi straszne wrażenie. Potęgowała je pogoda. Przenikliwe zimno, śnieg – relacjonuje chorzowianin.
Zadaniem kantora z parafii św. Jadwigi było poprowadzenie śpiewu podczas ekumenicznego nabożeństwa, które zostało odprawione 9 kwietnia w miejscu katastrofy. Kantor zaśpiewał między innymi psalm „Pan mym pasterzem”.
- Patrzyłem na wszystko nieco z boku, ponieważ sam nie straciłem bliskich pod Smoleńskiem. Mogłem jedynie zobaczyć z bliska, jak rodziny to przeżywają – tłumaczy.
Jak opowiada, nikt z rodzin nie myślał wtedy o informacji o zamianie tablic pamiątkowych na głazie w Smoleńsku, która w Polsce stała się głównym newsem. - Starałem się dotknąć istoty rzeczy, pomodlić się, wspomnieć ofiary tragedii i pomordowanych w Katyniu, a tam w pewnym momencie zagaduje mnie dziennikarz i pyta, co ja sądzę o zamianie tablic. Nie wiedziałem, o co chodzi. To była jakaś błahostka, którą rozbuchały media. Tam nikt o tym nie myślał – dodaje.
Chorzowianin chwali organizację pielgrzymki. - To była perfekcyjnie przygotowana podróż. Pod eskortą milicji jechaliśmy z Moskwy do Smoleńska. Dzięki temu w pięć godzin dotarliśmy na miejsce. Wszystko działało jak w zegarku. Dosłownie. Nawet sprawdzałem plan. Jak były jakieś przesunięcia w czasie, to najwyżej dwuminutowe – opowiada.
Czytaj też:
Chorzowianin leci z prezydentową do Smoleńska
Zadaniem kantora z parafii św. Jadwigi było poprowadzenie śpiewu podczas ekumenicznego nabożeństwa, które zostało odprawione 9 kwietnia w miejscu katastrofy. Kantor zaśpiewał między innymi psalm „Pan mym pasterzem”.
- Patrzyłem na wszystko nieco z boku, ponieważ sam nie straciłem bliskich pod Smoleńskiem. Mogłem jedynie zobaczyć z bliska, jak rodziny to przeżywają – tłumaczy.
Jak opowiada, nikt z rodzin nie myślał wtedy o informacji o zamianie tablic pamiątkowych na głazie w Smoleńsku, która w Polsce stała się głównym newsem. - Starałem się dotknąć istoty rzeczy, pomodlić się, wspomnieć ofiary tragedii i pomordowanych w Katyniu, a tam w pewnym momencie zagaduje mnie dziennikarz i pyta, co ja sądzę o zamianie tablic. Nie wiedziałem, o co chodzi. To była jakaś błahostka, którą rozbuchały media. Tam nikt o tym nie myślał – dodaje.
Chorzowianin chwali organizację pielgrzymki. - To była perfekcyjnie przygotowana podróż. Pod eskortą milicji jechaliśmy z Moskwy do Smoleńska. Dzięki temu w pięć godzin dotarliśmy na miejsce. Wszystko działało jak w zegarku. Dosłownie. Nawet sprawdzałem plan. Jak były jakieś przesunięcia w czasie, to najwyżej dwuminutowe – opowiada.
Czytaj też:
Chorzowianin leci z prezydentową do Smoleńska
(pam)
Reklama:
Dyskusja: